czwartek, 1 listopada 2012

Odcinek 5: Na zakupy!


~*~OPENING~*~

Niedziela. Wczesny poranek. Wczoraj po południu wszyscy pierwszoklasiści wrócili do akademika. Byli zmęczeni, a szczególnie dziesiątka nastolatków buszująca nocą po lesie. Nie dane było im jednak odpocząć. Postanowili że muszą wyposażyć swój pokój w nowy sprzęt i pojechać na zakupy. Żeby nie było, odrobili lekcje, trochę się pouczyli i poszli spać, aby rano pójść na autobus. Kenami sprawdziła w internecie jak z Akumine dojechać do Tokio. Okazało się, że niedaleko od szkoły było niewielkie miasteczko. Tam dojdą pieszo, a potem już autobusem prosto do stolicy.
- Na pewno można jej ufać? - zapytał Ren pokazując palcem na Kenami.
- Ej co to ma znaczyć?! - oburzyła się szatynka
- Właśnie...? - Aya spojrzała znacząco na młodego Tao.
- A ja wiem czy ona dobrze drogę sprawdziła? - fioletowowłosy prychnął lekceważąco.
- Ja tu jestem i to słyszę! - Kitsune uderzyła chłopaka pięścią w ramię. Na złotookim nie zrobiło to większego wrażenia.
W takich nastrojach wychodzili właśnie z akademika. Na co dzień nie mogli wychodzić poza jego teren, ale w piątek od 15 do 21, a w weekendy od 6 do 22 można było przebywać poza jego murami. No chyba, że ktoś wracał do domu w soboty i niedziele. Wtedy musiał to zgłaszać u Kakashi'ego, a ten miał prawo zadzwonić do rodziców, sprawdzić stan rzeczy. Opiekun akademika miał jednak w.. Głębokim poważaniu losy wychowanków. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie...
- Daleko jeszcze? - zapytał znudzony marszem Deidara.
- Jeszcze jakieś 4 kilometry – powiedziała niczym niewzruszona Aya. Szła dziarsko przed siebie z uśmiechniętym ryjkiem. Nie wiadomo czy tak działała na nią piękna pogoda czy ciepły uścisk ręki Hao.
- Pięknie tutaj – zauważyła Kenami. Bacznie obserwowała otaczającą ich naturę. Po obu stronach asfaltowej drogi rozciągały się zarośnięte soczystą, zieloną trawą łąki. Trochę dalej ciągną się pas gęsto rosnącego lasu. Na horyzoncie było widać zarysy gór. Dookoła rosło wiele polnych kwiatów, a gdzieniegdzie można wypatrzeć zająca lub inne leśne zwierzę.
- Daleko jeszcze? - powtórzył pytanie blondyn. Tym razem każdy zignorował jego słowa.
- Tak trzeba przyznać, że Akumine jest położone w bardzo malowniczym miejscu – potwierdził słowa szatynki Itachi. Co prawda nie chciało mu się dziś wychodzić z pokoju. Wolał się dobrze przygotować na jutrzejszą kartkówkę z fizyki, jednak bał się co też jego ukochani lokatorzy mogą kupić...
- Mogliby jeszcze wymyślić jakieś weekendowe busy do tego miasteczka – zaśmiała się lekko Anna.
- Ej, jak się zmęczysz to mów poniosę cię – Yoh pocałował blondynkę w policzek i objął ją ramieniem. Ta się zarumieniła, ale nie chciała aby ktokolwiek to zauważył.
- Nie jestem taka słaba. Przecież po pustyni, chodziliśmy całymi dniami – nieświadomie wymsknęło się blondynce.
- Po pustyni...? - zaczęła pytać Vitsumi, ale coś jej przerwało.
- Daleko jeszcze? - Deidara nie dawał za wygraną.
- Nie głupi pomysł Anno! Jak już będę przewodniczącą akademii, to zacznę być przydatnym przywódcą dla tej szkoły – zapewniła Morri.
- Chcesz może powiedzieć, że obecny jest nieprzydatny? - Itachi spojrzał na brunetkę podejrzliwie.
- Nawet przemówienia nie umiesz wygłosić... - przypomniało się błękitnookiej.
- Ta jasne... Kto niby będzie na ciebie głosował? - prychnął brunet.
- Oj Uchiha~kun, dlaczego ty tak bardzo jesteś przeciw temu, abym to ja kierowała Akumine? - zapytała patrząc podejrzliwie na Itachi'ego.
- Bo lubię tą szkołę, a jak ty się... - zaczął bulwersować się czarnooki, ale przerwał mu Douhito.
- Daleko jeszcze? - westchnął blondyn.
- DEIDARA! - wrzasnęła cała ósemka.
- Przestań jęczeć jak baba! - zarzucił chłopakowi Ren.
- Wypraszam sobie! - krzyknęły chórem dziewczyny.
- Znasz mnie trochę, czy słyszałeś, żebym choć raz tak jęczała? - rozgniewała się błękitnooka.
- No ty to się akurat do normalnych dziewczyn nie zaliczasz... - Tao spojrzał na nią z wrednym błyskiem w oku.
- A co to ma niby znaczyć?! - brunetka puściła dłoń Hao i rzuciła się na złotookiego. Wskoczyła na jego plecy i zaczęła podduszać.
- Aya~chan? - długowłosy chciał odciągnąć ukochaną, ale w sumie stwierdził że i tak nic złego złotookiemu nie zrobi, a szkoda by było gdyby to Asakura przez przypadek dostał.
- No to daleko jeszcze? - niepewnie ponowił pytanie Deidara.
W taki oto sposób goniąc blondyna, aby wykonać na nim karę śmierci, dobiegli do miasteczka w niesamowicie szybkim tempie.
- Kitsune, źle się czujesz? - zapytał lekko zaniepokojony Yoh widząc zdyszaną przyjaciółkę.
- Nie... Po prostu.. Jestem słaba w biegach... - dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie - Dawno nie trenowałam... Na wakacjach sobie odpuściłam i straciłam formę...
- Ta miejscowość jest naprawdę mała... - zmieniła temat Aya. Rozglądała się dookoła.
Mieścina była naprawdę niewielka. Znajdowały się w niej sklep spożywczy, odzieżowy, papierniczy, 1000 i jeszcze więcej drobiazgów, club imprezowy, apteka, biblioteka oraz przychodnia. Do tego domy osobowe i dwa bloki. Można by rzec, że była to miejscowość typowo zrobiona pod potrzeby Akademi Akumine. Uwagę nastolatków przykuł jednak skromny przystanek autobusowy, składający się jedynie ze znaku i przyklejonej do niego kartki.
- Głodna jestem... - stwierdziła młoda Morri.
- To nie nowość - burknął Ren.
- To mamy jeszcze kilka minut, możemy skoczyć do sklepu - zaproponował Hao patrząc uważnie na rozkład jazdy.
- Tak wszyscy tam wparujemy? - zapytał Ren niepewnie obserwując swoich przyjaciół.
- To chodź Yoh ze mną, a reszta niech tu posiedzi - starszy Asakura złapał brata za ramię.
- Dobra. Ma ktoś jakieś specjalne życzenia? - zapytał młodszy bliźniak.
- Wody... - odpowiedzieli chórem Deidara i Kenami.
- Ja chcę tymbarka jabłko-arbuz – orzekła Vitsumi – i jakąś bułkę…
- Ja nie chcę nic – zapewnił Itachi.
- Aniu...? – Yoh spojrzał znacząco na blondynkę.
- Wybierz coś dla mnie do jedzenia – poprosiła Kyoyama.
Hao nawet Ayi nie pytał. Dla niej mógł kupić cokolwiek aby nadawało się do jedzenia, a brunetka będzie szczęśliwa
Bracia spisali w swoich tęgich łebkach listę zakupów, po czym ruszyli do spożywczego znajdującego się po drugiej stronie ulicy. Weszli do sklepu i od razu wzięli duży koszyk. Wrzucili do niego dwie duże wody, dwadzieścia bułek wszelkiego rodzaju. Yoh ruszył do kasy, a Hao został jeszcze i szukał odpowiedniego dla Vitsumi napoju.
- Dzień dobry – grzecznie przywitał się młodszy z ekspedientką siedzącą za kasą. Była to młoda, ładna jasnowłosa kobieta w wieku około dwudziestu kilku lat, o pięknych brązowych oczach.
- Dzień dobry. Przepraszam bardzo, zaraz pana obsłużę – odpowiedziała blondynka. Spojrzała z uśmiechem na klienta, po czym wróciła do swojej pracy. Akurat zajęta była wymienianiem papieru w sprzęcie pieniężnym. Niechcący upuściła starą rolkę, która potoczyła się pod ladę. Kobieta schyliła się. W tym czasie do kasy przyszedł Hao, wrzucił do koszyka tymbarka.
- Ej, może wezmę coś słodkiego? - zapytał Yoh. Brat tylko kiwną do niego głową. Młodszy obrócił się i ruszył w jedną z alej wśród regałów. Blondynka podniosła głowę.
- Przepraszam.. - powiedziała zdziwiona kobieta – Czy pan przed chwilą nie był ubrany nieco inaczej?
Ekspedientka dała by sobie rękę uciąć, że chłopak przed chwilą miał na sobie biały bezrękawnik z kapturem, niebieską bluzę i czerwone spodnie. Teraz natomiast teraz stał w odwrotnych barwach – czerwona bluza i niebieskie spodnie.
- Nie – spokojnie odparł młodzieniec. Blondynka pokręciła głową, po czym zaczęła wykonywać swoją pracę. Niestety z jej rąk upadła jedna butelka wody. Brązowooka przepraszając schyliła się po napój.
- Ej ty masz kasę, bo ja zapomniałem portfela... - Yoh wrzucił do koszyka kilka batonów. Podrapał się z zakłopotaniem po włosach.
- Myślałem, że ty go masz... - Hao przewrócił oczami – Dobra, to poczekaj chwilkę. Ja idę po pieniądze.
Starszy wyszedł.
Kobieta podniosła się. Spojrzała na chłopaka podejrzliwie.
- Coś się stało? - zapytał z uśmiechem na twarzyczce Yoh.
- Nie tylko.. Ja... Chyba muszę przestać zarywać noce... - powiedziała bardziej sama do siebie niż do szatyna. Policzyła wszystkie rzeczy w koszyku.
- To wszystko? - zapytała.
- Tak. Tylko proszę chwilę pocze... - zaczął młodszy Asakura, ale coś mu przerwało. Do sklepu wszedł Hao.
- Przepraszam braciszku... Już mam – podał bliźniakowi portfel.
- Bliźniaki... - westchnęła jakby z ulgą blondynka. Patrzyła to na jednego, to na drugiego Asakurę – A ja już myślałam, że  zwariowałam...
Bliźniacy zaśmiali się głośno.
- Przepraszamy, nie chcieliśmy pani zaniepokoić – wyjaśnił Yoh, po czym zapłacił odpowiednią ilość pieniędzy.
- Nie, to nic... Zapraszam ponownie – uśmiechnęła się blondynka.
- Do widzenia! - krzyknęli bracia, po czym wyszli ze sklepu.
Zadowoleni, targający reklamówki z zakupami podeszli do przyjaciół. Od razu podbiegła do nich Aya.
- Co tak długo?! - jęknęła żałośnie Aya. Podeszła do Hao i rzuciła mu się na szyję – Stęskniłam się!
- Widziałaś mnie jakieś... Dwie minuty temu...? - Asakura przewrócił z politowaniem oczyma.
- Ale to tak na krótko... A właśnie co masz dla mnie? - zapytała puszczając chłopaka.
- Dużo miłości – zapewnił szatyn.
- Łeee... - mruknęła z niezadowoleniem – Miłością się nie najem... Chodziło mi o coś bardziej... Materialnego...
Hao westchnął, po czym wyjął z reklamówki rogala z czekoladą. Wcisnął go Ayi w łapki.
- Arigato Hao~chan! - dziewczyna pocałowała go w policzek, po czym zaczęła pałaszować smakołyk.
- Po co wam dwie torby żarcia? - zapytał Itachi, który nie mógł wyjść z podziwu dla rozmiaru pakunków.
- Sam sobie odpowiedz... - Yoh pokazał palcem na młodą Morri, która już prawie pochłonęła swoje jedzenie.
Hao rzucił Deidarze i Kenami butelkę wody.
- Ale tak na serio daleko jeszcze do Tokio? - zapytał błękitnooki kiedy tylko ugasił pragnienie.
- Nawet nie zaczynaj... - ostrzegł go Itachi.
- Ale... Ja tylko pytam... - Deidara wstał i oparł się o znak.
- To przestań... - poradziła Vitsumi.
- I do tego musimy tłuc się jakimś zakichanym busem, zamiast jechać sobie klimatyzowanym wozem... - ciągnął swój wywód błękitnooki.
- Trzeba było zdać to prawko za szesnastym razem... - skomentował krótko Itachi, po czym wszyscy przyjaciele zaczęli się śmiać.
- No wiecie co... - obrażona męska duma Deidary nie pozwoliła mu na dalsze rozmowy z zebranymi.
Po kilku minutach ich czekania, podjechał autobus. Całą paczką weszli, kupili bilety i usiedli na wolnych miejscach. Kenami ruszyła pewnie, chcąc usiąść jak zwykle koło Vitsumi, ale na jej miejsce wcisnął się Deidara, który uśmiechnął się szarmancko do czerwonowłosej. Kitsune tylko przewróciła z uśmiechem oczami. Można uznać tą podróż za istny sukces edukacyjny naszej paczki. Mimo, iż byli w środku autobus dojechał cały, a kierowca nie wyrzucił ich ze środka przed czasem. Od razu ruszyli do stacji metra. Stamtąd przemieścili się do jednego z największych tokijskich centrum handlowych.
- Tak w ogóle.. To dlaczego to się nazywa galeria? - zastanowiła się Kenami patrząc leniwie w sufit.
- O nie, nie, nie... Ja już się z wami w „rozkminy nad światem” nie bawię – powiedziała stanowczo Aya.
- Dlaczego? - zapytał zaciekawiony Daidara.
- Od kiedy dostałam gumką w czoło za „a co za różnica, w jaki sposób patrzy się na sztukę, przecież wszystko sprowadza się do...” - zaczęła przytaczać swój wywód młoda Morri, ale Anna zakryła jej usta ręką.
- Nie kuś losu po raz drugi... - upomniała przyjaciółkę. Błękitnooka zaśmiała się głośno.
W końcu dojechali na miejsce. Weszli do przeogromnego budynku. Od razu poczuli się jak w innym wymiarze.
Wielka przestrzeń, która wypełniona była sektami ludzi, przerozmaitymi sklepami i stoiskami. Można tu było kupić wszystko. Od spożywki przez ubrania po sprzęt domowy. A właśnie tego ostatniego szukali przyjaciele.
Vitsumi od razu ruszyła dziarsko przed siebie. Przeszkodził jej jedynie uścisk na nadgarstku. Spojrzała niezadowolona na Kitsune.
- Nie, nie idziemy po ubrania – wyjaśniła szatynka i pogłaskała młodą Yumenai pocieszająco po włosach.
- Przeraża mnie ta wielkość.. - przyznała Aya. Rozejrzała się dookoła. Jak dla niej za dużo tu wszystkiego.
- Spoko kupimy co trzeba i zmywamy się – uśmiechną się do dziewczyny Hao.
- A co wy tak właściwie chcecie kupić? - zapytał niepewnie Itachi.
- Lodówkę! - chórem wyjaśniły Aya i Kenami.
- Telewizor... - wytłumaczyła Anna.
- Słuchawki – powiedział Yoh.
- PlayStation! - oczy Vitsumi zaświeciły się radośnie.
- Dynamit! - krzyknął blondyn. Przyjaciele, oraz spora grupa ludzi znajdująca się wokół nich spojrzała dziwnie na Deidarę. - No co?
- Nie nic... A będę mogła z tobą się pobawić? - Yumenai spojrzała na błękitnookiego błagalnie.
- No pewnie! - wyszczerzył ząbki blondyn.
- To chodźmy do jakiegoś sklepu z AGD i RTV – zaproponował Itachi. Zaczął iść w stronę wcześniej obranego miejsca. Był tutaj już kilka razy i całkiem nieźle poruszał się po tej ogromnej powierzchni.
Całą gromadą wtargnęli do sklepu. Zaczęli się rozglądać za pożądanymi rzeczami. Młoda Morri od razu przyczepiła się do ogromnej lodówki, której nie była w stanie nawet objąć rękoma.
- Weźmiemy ją, nie? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Nie Kocurku – Hao tym jednym zdaniem zniszczył wszystkie nadzieje nastolatki.
- Ale... Ale... Ale... Wiesz ile w tym się rzeczy zmieści? - brunetka spojrzała z łzami w oczach na sprzęt.
- Na przykład twoje truchło... - prychnął Ren, przypatrujący się całej scenie.
- Grozisz mi? - Aya spojrzała przerażona na młodego Tao.
- Tak – złotooki wzruszył ramionami i odszedł kilka kroków dalej.
- Hao~chan, bierz go, on mi grozi... - rozkazała Asakurze, pokazując palcem na plecy fioletowowłosego.
- A co ja pies jestem? - czarnooki pokręcił z politowaniem głową. - Chodź Kotuś. Ja wiem, że ty byś najchętniej kupiła cały sklep spożywczy, ale nam musi wystarczyć coś mniejszego.
- Nande? - zapytała ze smutną minką.
- Bo nie mamy tyle miejsca w pokoju – wyjaśniła Anna. - Nam wystarczy taka maleńka chłodziarka... Przecież mamy niezłe wyżywienie w akademii...
- Ale to są tylko cztery posiłki dziennie... - pożaliła się Aya.
- Właśnie! I trzeba gdzieś przechowywać mleko... Kakao... - rozmarzyła się Kenami.
- Lubisz mleko? - zapytała Morri.
- No pewnie! Ren pewnie nie lubi i dlatego nie urósł... - rzuciła kąśliwie Kitsune patrząc zadziornie na idącego trochę z boku młodego Tao.
- ŻE NIBY KTO NIE URÓSŁ!? - krzyknął wściekle fioletowowłosy.
- No weź nie udawaj, z chłopaków jesteś najniższy i do tego równy ze mną... - szatynka przewróciła z politowaniem oczyma.
- Ale akurat Ren lubi mleko – broniła przyjaciela Aya.
- No właśnie! To tylko potwierdza jego przerośnięte ego... Ma nadzieje że jak będzie pił dużo mleka to urośnie – przedstawiła swoją teorię zielonooka.
Chłopaki zaczęli chichotać na te słowa. Nie chcieli, żeby Ren się na nich obraził, ale w tym co mówiła Kenami tkwiło ziarenko prawdy.
- Nie no ja cię ukatrupię... - złotooki już miał się rzucać na nastolatkę, ale Itachi go w porę złapał.
- Uspokój się, jesteś w miejscu publicznym... - przywołał go do porządku brunet. - Po za tym pomyśl trochę i upozoruj wypadek, wtedy pójdziesz do pierdla co najwyżej za nieumyślne spowodowanie śmierci, a tak będziesz gnił w więzieniu do końca życia.
- I podawał mydło kolegom z celi... - niby od niechcenia powiedziała Kenami. Tym razem wszyscy prychnęli śmichem.
- Nawet wy? - Ren spojrzał z niedowierzaniem na bliźniaków.
- Wybacz.. - Yoh uśmiechnął się przepraszająco. - Ale to było dobre...
Młody Tao przeklną pod nosem i obrażony demonstracyjnie obrócił głowę w drugą stronę.
- Ej podzielimy się miejscem, nie? No bo bez sensu jest kupować dwie lodówki... Postawimy jedną u... - zaczęła Vitsumi, ale nie dane jej było dokończyć.
- U nas! - krzyknęły równocześnie Aya i Kenami.
- I kumy jeszcze kuchenkę! Taką małą na dwa palniki! I Hao, będzie nam gotował! - powiedziała zadowolona Morri.
- Dlaczego chcesz mnie wrobić w bycie kurą domową? - zapytał całkiem poważnie Asakura.
- Ktoś musi wykarmić nasze dzieci – wzruszyła lekceważąco ramionami.
- Ale dlaczego to muszę być ja? - Asakura spojrzał na nią całkiem poważenie.
- Braciszku... - Yoh objął bliźniaka ramieniem - …naprawdę chcesz, żeby twoje potomstwo karmiła Aya?
- W sumie... Masz racje – Hao przytaknął bliźniakowi.
Po godzinie wspólnego łażenia po sklepie przyjaciele postanowili się rozdzielić, gdyż większość miała różne interesy. Deidara z Vitsumi szukali dynamitu, Kenami poszła w tylko sobie znanym kierunku, a Itachi postanowił już wrócić do akademika nie widząc zagrożenia. Pozostała piątka, nie mając co uczynić z życiem, zaczęła pałętać się to tu to tam.
- Nie uważacie… - zaczął Ren, ale po chwili zamilknął.
- Co nie uważamy? – ponaglił go do odpowiedzi Hao.
- Że one są jakieś dziwne? – dokończył myśl Tao.
- Co masz na myśli? – zapytała Anna.
- To, że nie ufam Kitsune i Yumenai. Znamy je krótko, ale mam wrażenie, że one nie są zwykłymi ludźmi, mam wrażenie, że…
- Ren, ja błagam… Nie zaczynaj – niespodziewanie wtrąciła się w wypowiedź złotookiego Aya. – Naprawdę nie trzeba nam takich głębokich rozpatrywań.
- Jak to? – chłopak nie udawał zdziwienia.
- Posłuchaj.. Ja nie po to zapisywałam nas do liceum i w ogóle, żeby tutaj doszukiwać się szamanów. Wydarzenia podczas turnieju były naprawdę ciężkie. Nie tylko dla mnie ale dla was przecież też. Nie wiem, być może one są czymś więcej niż ludźmi, ale nie doszukuj się teraz niczego.. Jeśli jest coś nie tak, to zapewne się o tym wkrótce dowiemy, ale pozwól nacieszyć się nam szczęściem, chociaż przez ten krótki czas!
- Też tak myślicie? – zapytał Tao patrząc na twarz pozostałej trójki.
- Tak – odpowiedział Yoh. – Wiesz, przecież co się działo, nie mieliśmy chwili wypoczynku, a takie życie nam odpowiada.
- Tracicie czujność! A co jeśli one coś przeciwko nam planują? – drążył temat Tao.
- Ej, przestań, nie dramatyzuj – westchnęła Anna.
- Właśnie, przecież nawet jeśli nie są ludźmi to nie chcą nam źle. Inaczej byśmy już nie żyły – przypomniała Aya.
- Jak chcecie – żachnął się Tao. Obrócił się napięcie i zaczął iść w sobie tylko znanym kierunku.
- Ren, czekaj! – Hao chciał już iść za przyjacielem, ale Yoh złapała go za rękę.
- Niech idzie. Trzeba mu czasu. Przecież wiesz jaki on jest, nie może siedzieć bezczynnie w miejscu. Chyba zaczyna mu się już trochę nudzić, albo coś. Ale Ren to Ren, musi ochłonąć, potem z nim o tym pogadamy. Zapewne jakby zaczęło się coś dziać to pierwszy poszedłby ratować dziewczyny.
- Może masz racje braciszku. Może masz racje… - westchnął ciężko starszy Asakura, wodząc wzrokiem za odchodzącym złotookim.
Tymczasem Deidara i Vitsumi szwendali się razem po Tokio. Dziewczyna szła dziarsko z podniesioną głową uśmiechając się szeroko, natomiast chłopak miał nie do końca pewną minę.
- Naprawdę myślisz, że sprzedadzą nam od tak dynamit? Ja muszę zawsze kombinować, a jestem pełnoletni. Tobie już w ogóle nikt nie da broni wybuchowej! - przedstawił swoje obiekcje blondyn.
- Nie marudź Deidara. Wiem co mówię, zobaczysz sprzedadzą – uśmiechnęła się do niego - Możemy się założyć.
- Tak? A o co? - błękitnooki zainteresował się tematem.
- A o co byś chciał? - zapytała Yumenai.
- Powiedzmy, że jeśli wygram zaproszę cię w piątek na randkę, a ty się zgodzisz – zaproponował.
- A jak ja wygram?
- To wtedy ty zaprosisz na randkę mnie i ja się zgodzę. Pasuje? - zapytał blondyn.
Niespodziewanie przed nosem czerwonowłosej wyrosła przepiękna czerwona róża. Dziewczyna ujęła kwiat w dłonie. Spojrzała zaskoczona na błękitnookiego.
- Dziękuję, jest piękna – powiedziała, wąchając kwiat – I oczywiście zgadzam się na nasz zakład.
- To cudownie – uśmiechnął się Deidara i zadowolony z takiego obrotu sprawy zaczął już dumnie maszerować przed siebie. Dziewczyna jednak złapała go za bluzkę.
- To tutaj - pociągnęła go w stronę rozsuwanych drzwi. Weszli do środka budynku. Douhito aż otworzył buzię ze zdziwienia.
Pod sufitem wisiał piękny kryształowy żyrandol, oświetlający cale pomieszczenie. Wiśniowe ściany pięknie współgrały z marmurową podłogą. Za szybami na ciemno-drewnianych półkach leżała różnego rodzaju broń. Poczynając od białej do palnej. Pistolety, strzelby, szable, sztylety. Wszystko pięknie wyeksponowane i dokładnie opisane na tabliczkach leżących z boku.
- Łał... - wyrwało się Deidarze.
- Robi wrażenie nie? - zaśmiała się czerwonowłosa. Sama czuła się w tym miejscu jak ryba w wodzie.
- Przepraszam, ale czy państwo nie pomylili drzwi? - zapytał wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna stojący za ladą. Był ubrany bardzo elegancko w marynarkę, pod krawatem.
- Dzień dobry. To może ja się przedstawię... Yumenai Vitsu... - ekspedient przerwał czerwonowłosej.
- Ach, panienka Yumenai, wybaczy panienka, nie poznałem... – głos mężczyzny złagodniał, wręcz zrobił się przeraźliwie milutki. - Co też panienkę sprowadza w nasze progi?
Deidarze opadła szczęka. I to dosłownie. Stał z rozdziawioną buzią patrząc tempo przed siebie.
- Macie na składzie dynamit? - zapytała rozglądając się dookoła.
- Oczywiście. Ile lasek? - mężczyzna zaczął sprawdzać coś w komputerze.
- Cztery skrzynie. Teraz ich nie weźmiemy więc proszę dostarczyć dziś po południu – powiedziała zadowolona Vitsumi.
- Dobrze, na jaki adres? - sprzedawca zaczął pisać szybko na klawiaturze.
- Do Akademii Akumine proszę – uśmiechnęła się słodko, kiedy mężczyzna spojrzał na nią podejrzanie. Po chwili naporu jego wzroku musiała sprostować. - Nie spokojnie, nie chcemy wysadzić szkoły...
- Wie panienka, mnie to rybka co panienka z tym uczyni – handlarz wzruszył ramionami, po czym zaczął drukować kilka papierków, które zielonooka musiała podpisać. Deidara tymczasem zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Z zachwytem oglądał znajdującą się tam broń.
- To co idziemy? - zapytała Vitsumi.
- Już..? - błękitnooki zdawał się być zawiedziony tym, iż muszą opuścić sklep. - Zapewne jak przyjdę sam to mnie tak miło nie obsłużą, panienko Yumenai...
- A żebyś wiedział. Masz ten zaszczyt iść w piątek na randkę z VIP-em – uśmiechnęła się z wyższością.
- No to muszę wymyślić na taką okazję coś specjalnego... - blondyn zaczął już planować ich piątkowy wypad.
Kiedy tak między Vitsumi i Deidarą poczęli planować wspólny wypad, wściekły Ren szedł ulicą nie zwracając na nic uwagi. W sumie rozumiał Ayę. Wiedział ile przeszła. Całkowicie usprawiedliwiał jej wybór. Mimo to sam chciał bardzo dowiedzieć się co takiego skrywają ich nowo poznane sąsiadki. Może jego przyjaciele nie chcą się w to wtrącać, ale on musi! A co jeśli one planują coś strasznego? Co jeśli wiedzą o przeszłości Hao i knują jak go wykończyć w męczarniach? A może to coś z Ren'em jest nie tak? Przecież powinien się cieszyć, że ma nowych przyjaciół. On czuł jednak niedosyt i dziwną pustkę w środku... Zdenerwowany całą tą sytuacją uderzył pięścią w budynek, który się przy nim znajdował.
- Weź się zapisz na jakiś kurs anty-agresji czy coś... - usłyszał dość zdziwiony głoś Kenami.
Chłopak odwrócił się napięcie.
- Co ty tu robisz? - zapytał podejrzliwie.
- Idę na stacje, mieliśmy się tam spotkać o piętnastej, nie? A jest za dwadzieścia. Póki dojdę... - zaczęła swój wywód, ale fioletowowłosy jej przerwał.
- Co to? - pokazał palcem na ogromną, wypchaną po brzegi, papierową torbę trzymaną w rękach dziewczyny.
- Moje zakupy, a na co wygląda? - zaśmiała się po czym ruszyła dziarsko przed siebie. Chłopak nie chcąc tracić takiej okazji ruszył za nią. Szli w milczeniu, dość nieprzyjemnym i dławiącym. Przynajmniej tak się zdawało złotookiemu, bo nastolatka zaczęła wesoło nucić jakąś melodię. Zdawało się, że jej wcale nic nie mówienie nie przeszkadza.
W odmiennych nastrojach doszli na stację. Tan siedział już Yoh z Anną. Kitsune od razu podbiegła do nich. Zaczęła z nimi rozmawiać i żartować. Młody Tao opadł ciężko na ławkę, na której czekali Asakura z narzeczoną.
- Na kogo tak właściwie czekamy? - zapytał w końcu fioletowowłosy.
- Na Yumenai i Douhito. Hao z Ayą pojadą motorem. Biedny braciszek... - westchnął z uśmiechem Yoh.
- Przestań Aya aż tak źle nie prowadzi – zaczęła bronić przyjaciółki blondynka.
- Aniu bez obrazy ale z tobą jeździ ostrożniej. Jak mnie raz podwoziła to całe życie przeleciało mi przed oczami... A jak zaczęliśmy uciekać przed policją... - wspomniał szatyn.
- Nigdy mi o tym nie mówiłeś – wokół Kyoyamy pojawiła się przerażająca czarna aura.
- Jakoś nie było okazji – bronił się czarnooki – Po za tym obiecałem Ayi, że to będzie nasza tajemnica... Wiesz co by jej zrobił Hao?
- Czterogodzinny wykład. A my byśmy musieli tego słuchać... - zastanowiła się Anna z niewyraźną miną – Wiesz, w sumie dobrze że nic nie powiedziałeś Hao...
- Wiem – oboje zaśmiali się zgodnie.
- Ej.. Tak właściwie to Aya ma prawko na ten motor? - zapytał nagle Ren.
- Tak... Tak samo jak na posiadanie broni – przekręciła oczami Anna.
- Morri~chan ma broń? - zaciekawiła się Kenami.
- Nie! - krzyknęli razem Kyoyama i Asakura.
- Ma do samoobrony. Więc jej lepiej w nocy nie atakuj – ostrzegł złotooki.
- Spoko. Pierwszego zaatakuje ciebie – uśmiechnęła się przyjacielsko Kitsune przechylając lekko głowę w prawą stronę. Po plecach przyjaciół przeszły lekkie ciarki, nie wiedząc czemu. Szatynka nic sobie z tego nie zrobiła. Wyjęła jedynie telefon z kieszeni, który niespodziewanie zaczął dzwonić. Odebrała.
- No Onee~chan gdzie jesteście? Aha... Aha... Aha... No... Aha... No... No... Dobra. To na razie. Możemy wracać. Vitsumi z Deidarą jeszcze gdzieś tam idą, prosili żeby nie czekać - wyjaśniła.
Cała paczka nie musiała długo czekać na autobus. Wsiedli.
Przez cały czas Ren obserwował Kenami z niezwykłym zaciekawieniem. Właśnie w tej chwili coś sobie postanowił. Nieważne jak, ale dowie się o niej, tak samo jak o tej całej Yumenai, wszystkiego. A wtedy przyjaciele przekonają się, że to cały czas on - Ren Tao - miał rację!
~*~ENDING~*~

Kenami: I tak oto piąty odcinek za nami :3 Kto się cieszy?
Vitsumi: Jeee... *krzyk bez przekonania*
Kenami: Ranisz... Właśnie się ogarnęłam, że ostatnio nie ma mnie w życiu... Ani na gg, ani na facebook'u...
Ren *podbiega, uderza Kenami książką w twarz*: Masz facebook'a....
Kenami: Jak ja cię zaraz CENZURA
Hao: No nie wiem droga Maju czy chciałabyś mieć Ren'a w szkole.. On jest ostatnio jakiś... Nerwowy...
Ren: KTO JEST NERWOWY?!
Hao: Nikt Q_Q
Yoh: A mnie nikt nie chce Q_Q
Aya: Ciekawe czemu?
Anna: Bo ja Yoh trzymam krótko! Jeszcze mi z kimś ucieknie...
Aya: Hm.. Może ja tak zacznę trzymać Hao?
Hao: To raczej ja ciebie... >_<
Itachi: Kochana Spokoyoh! Ja nigdy nie upodobnię się do tych osobników!
Kenami: Mam wrażenie, że to już mówiłam, ale nigdy nie mów nigdy...
Vitsumi: No to zostaje ci psychiatryk...
Itachi: To już mam w pokoju...
Deidara: No pewnie Mia~chan, że ci wybaczam :3
Kenami: JA CHCĘ POKIŹMAĆ VLADIMIRA! *biegnie do kota*
Vitsumi: Stój! *łapie dziewczynę za rękę*
Itachi: Jak miło mam koło solidarności *_*
Anna: No nie wiem czy powinieneś się cieszyć, że każdy się żałuję...
Itachi: Przypominam, że to przez was...
Ren: A różowej koszulki i tak nie założę...
Kenami: ANGIE! *_* Jak ja cię dawno nie widziałam! Oczywiście, że wpadnę do ciebie na bloga :) Tak dawno nie dawałaś znaku życia Q_Q
Vitsumi: Kenami...
Kenami: Co?
Vitsumi: Jak chcesz zeswatać Mariannę z Sutkiem jak Sutek nie żyje?
Kenami: E to proste... Nekromancja i te sprawy...
Vitsumi: Ale potrzebujesz naczynia na duszę Sutka...
Kenami *myśli*: Reeeeeeeeeeeen! Chodź tu C:
Ren: Na co?
Kenami: Na Sutka!
Ren: Że co?!
Kenami: o bo przecież muszę w coś wsadzić duszę Sutka!
Ren: Ale czemu we mnie?
Kenami: Bo jesteś jedyną osobą, której mi nie będzie szkoda...
Aya: Dziewczyny ale ja myślę, że wasz plan może nie wypalić...
Vitsumi & Kenami: Dlaczego? D:
Aya: No jak chcecie, żeby Marianna i Sutek byli razem, a Sutka chcecie przenieść do ciała Ren'a... To jak wy chcecie, żeby oni byli razem? Przecież Ren jest taki duży a Marianna... Jak wy to sobie wyobrażacie?
Kenami: Hm.. Trzeba będzie kupić dużo taśmy...
Itachi: Będę tego żałował.. Ale po co?
Kenami: A nie wiesz po co się owija chomiki taśmą?
Itachi: Nie...
Kenami: Tyś niewinny jak nieobesrana łąka *_*
Vitsumi: Ale... Marianna jest wiewiórką...
Kenami: Ale można ją zataśmować tak jak chomika...
Anna: Dobra stop, bo ta rozmowa to czegoś złego zmierza...
Hao: Cieszymy się, że blog ci się podoba :3
Yoh: I dziękujemy za komentarz :3
Aya: Nie tylko Mari, ale i wszystkim ^^
Everybody: Do napisania :3

13 komentarzy:

  1. Witam^^ Nadrobiłam zaległości, ale wiedz, że ciężko było. Twoje rozdziały są takie długie...:)

    Po co im dynamit? Nie podoba mi się to...
    Ciesz się, Itachi, że został Ci tylko rok. W sumie masz rację, nie musisz iść do psychiatryka, masz swój własny. :D

    Ren się zawziął, widzę. Trochę ostrożności nie zaszkodzi, poza tym wszycy znamy Rena i wiem, że nie odpuści. Ech...już widzę jaki będzie z niego paw, gdy coś się stanie.^^ Ale wiesz, że Cię lubie, Ren?:D Nie załamuj się tam^^

    Widzę, że bliźniacy potrafią każdego doprowadzić do roztroju psychicznego, nawet nieświadomie :D Biedna ekspedientka ^^
    I za to ich kochamXD

    Rozdział bardzo się podobał.
    Pozdrawiam i czekam na kolejną notkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zło, cierpienie i opóźnienie z rodziałem.
    Dinozaur Krzysztof jest zawiedziony i czeka na rozwój sytuacji.
    Jak mogliście nas zostawić niewdzięcznicy Q_Q
    Dobrze, że mam dynamit, już ja wiem jak go wykorzystać *_*
    Wskrzesimy Sutka? Znowu będzie go można smyrać po ogonku *_*
    A kiziu-miziu imoto~chan C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcesz... Smyrac po ogonku Ren'a? O.o

      Usuń
    2. Nic między nami nie było :O

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawy rozdział ^^ ale muszę przyznać brakuje mi walk szamańskich >_< chociaż teraz jest śmieszniej

    OdpowiedzUsuń
  5. Leżę plackiem na tekście o gotowaniu, dobra zbieram się i czytam dalej i co? I znowu leżę plackiem na rozmowie o umiejętnościach Ayi w prowadzeniu motorka :3

    Ren jak zwykle szlifuje swoją czujność,ale w sumie też jest to trochę podejrzane.

    A co do Sutka i Marianny to można by wsadzić Mariannę do czyjegoś ciała,a Sutka do Rena i było by OK :D

    OdpowiedzUsuń
  6. przeczytałam i się bardzo podobało, a dłuższy komentarz wyprodukuję po kolokwium z diagnostyki, ok?;)

    OdpowiedzUsuń
  7. nom, to teraz do roboty;)
    uwielbiam panią ze sklepuXD biedna, nieświadoma kobieta...XD chociaż i tak nie miała okazji doświadczyć chaosu, jakim zazwyczaj otaczają się bliźniacyXD
    Ren pewno przesadza z tym brakiem zaufania, aczkolwiek trzeba mu przyznać, że coś musi być na rzeczy. Nie każdemu od ręki sprzedadzą 4 skrzynki dynamitu...^^' nie wiem, czy bezpiecznie jest pytać, na co im ten dynamit... do głębokiej sztuki, jak mniemamXD dyrektor na pewno będzie zachwycony^^ o Itachim nie wspominającXD (aż prawie mi go żal... ale tylko prawie;P)
    rozdział jak zwykle świetny:) buziaczki i czekam na next:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super Blog :) Nie wiem jak inni ale czuje coś Ren x Kenami <3 w sumie cieszyłabym się, lubie takie PORYPANE parki :D
    pozdrawiam i czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  9. szczerze ja bym wolała Vitsumi i Rena

    OdpowiedzUsuń
  10. Buu! Nie powiadomiłaś mnie ; _ ;. Bo się pogniewam. Eh no te dwie to mogą być szamanki, intuicja tak mi podpowiada ;). Ja się ciesze że nie tylko Itachi tu jest, ale też że Sasori i Deidara. Brakuje tu całej ekipy z Aka. To by było zabawne, ale ta trójka jest najfajniejsza. Oh bez obw ja się tam ciesze że jest tu Yohś i Aneczka(kocham takie zwroty). Ciekawe czy wysadzą Akademie. Hmm? Bo aż tyle dynamitu. Nie zapomnij mnie powiadomić. Buźka! http://www.calkiem-inna-historia.blog4u.pl

    OdpowiedzUsuń